Więc..
Mógłbym godzinami pisać o tęczowym świecie w jakim tkwię może niekoniecznie każdego dnia bez przerwy, ale tkwię. W dni takie jak ten, nazywane pospolicie roboczymi nie mam się do kogo przytulić więc pozostaje mi płakać nad swoim losem i brakiem sensu w życiu bądź wziąć telefon i po prostu zadzwonić do chłopaka i chwile pogadać, nawet o niczym. Nie będę się rozpisywać o czasie jaki spędzamy razem, jest z reguły prze kolorowy, tęczowy - jednym słowem do porzygu dla wszystkich nieznoszących tego typu akcje. Jestem jednym z nich, chyba, że chodzi mnie to zniosę wszystko - co więcej sam zrobię wszystko by było jak najbardziej słodko i uroczo - taki już jestem i tak mam w swojej głowie..
Tradycyjnie zaczynam rozwijać monolog w zupełnie innym kierunku niż miałem na celu, więc - blog roku jaki mam zaszczyt prowadzić straciłby sens gdybym nie trzymał się mojego do bólu marudliwego stylu życia i wiecznego cierpiętnika więc oto i jestem przed wami ja, we własnej zalanej wewnętrznie łzami rozpaczy postaci. Cały i zdrowy fizycznie, bo na umyśle najwyraźniej nigdy nie byłem i co gorsza już nie będę, jestem! Pisać można by wiele o różowej stronie życia, ale to pozostawię dla siebie by podnosić się na duchu w trudnych momentach życia [czyt. godziny szczytu w pracy] a tu skupimy się na tym co bawi, rozśmiesza i denerwuje - czyli jednym słowem życiu codziennym! boże jakie to prawdziwe.. ktoś pisał o rutynie i o tym, że zaczyna mu przeszkadzać? nic bardziej złudnego - od chwil narodzin popadamy w rutynę i nigdy z niej nie wyjdziemy więc należałby się nauczyć z nią współpracować i iść do przodu. Choć przyznać muszę, że codziennie taki sam bieg wydarzeń doprowadza do szału, obłędu w oczach i myśli morderczych.. psychopatycznych najmniej...
Nie chciałbym by ktoś myślał sobie, że żyję jak pączek w maśle, mam wszystko, o nic się nie muszę martwić i siedzę z dupą na chmurce i dryfuję sobie po niebie rozkoszy.. nie, nie, nie - owszem, może i jestem najwspanialszym człowiekiem na świecie, ale to nie zmienia faktu, że jest mi źle ostatnio na wątrobie i nie wiem co dalej.. Lubie swoje życie jakim jest - z miśkiem siedzimy, leżymy, kochamy się bądź po prostu oglądamy telewizje - nie ma chyba lepszego relaksu - w domu głównie to spożywam posiłek i śpię - w pracy tyram jak dziki osioł i po co.. właśnie jestem chodzącym idealnym przykładem człowieka topiącego się w rutynie życia codziennego.. bez dwóch zdań. Czuję, że gdyby nie to, że znalazł mnie ten głupek i pokochał mnie to byłbym teraz najbardziej zgorzkniałym dwudziestolatkiem na tej planecie i gryzłbym samym wzrokiem - taka prawda moi państwo - mam okropny charakter, ale lubię go..
-
myantidotum:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›